czwartek, 9 czerwca 2016

Jazda konna - moja historia

Od października 2015 roku jeżdżę na koniach - więc grubo ponad pół roku. Moja historia z tym sportem zaczęła się od gimnazjum. Już kiedyś prosiłam mamę, aby zadzwoniła do pani, która to prowadzi i mnie zapisała. Niestety nie udało się. W sumie to nie wiem dlaczego. Wydaje mi się, że wtedy nie było instruktorki. Było mi smutno, ponieważ marzyłam o tym! Na początku pierwszej gimnazjum znów przypomniałam sobie o koniach.W Tym razem się udało.














Zapytałam się mojej - drugiej - najlepszej przyjaciółki, czy nie chciałby wybrać się ze mną na jazdę. Zgodziła się. Przyszłyśmy ośrodka jeździeckiego podekscytowane. Pewna pani zaprowadziła nas do stajni i podała wiaderko z akcesoriami dla naszego konia. Podała najpierw po jednej plastikowej szczotce i pokazała jak wyczyścić konia. Następnie miękka szczotkę, grzebień do włosów i - nasz największy strach - kopystkę. Musiałyśmy podnieść naszemu wielkiemu wierzchowcowi kopyto. To było nie do zrobienia! 





Po wyczyszczeniu konia - Selavi - pani pokazała nam jak ją osiodlac. Jako pierwsza na konia weszłam ja. Cały czas się śmiałam mimo że to był zwykły stęp. Musialam robić różne ćwiczenia itp. Wtedy trzymałam się siodła- wnje wodzy. Po kilku tygodniach moja przyjaciółka miała mniejszą aktywność, gdy w końcu wygasła Było mi smutno, bo musiałam sama chodzić na konie, ale cóż. To moja PASJA. Moje HOBBY. 

Do teraz jeżdżę na koniach. Sama? Tak. To nie ma dla mnie znaczenia. Sama czy z kimś. To moje życie. Jedyny sens życia. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz